Czy wolne dzieci poradzą sobie w zniewolonym świecie?

W rozmowach o wolnej edukacji często słyszę pytania i obawy rodziców: ” No ale jak to nasze dziecko poradzi sobie w tym świecie, w którym jest jak jest?” albo :” Pani poglądy na edukację są tak bardzo skrajne, że są nie do przyjęcia”. Raz od pewnej Pani psycholog usłyszałam: ” Zapewne chciałaby pani, aby pani dzieci mogły znaleźć się w grupie, w której będą mogły konkurować z rówieśnikami” , ” Przecież świat i szkolna rzeczywistość są takie, że: kto pierwszy ten lepszy, silniejszy górą, albo się nauczysz rozpychać łokciami albo giniesz”.

Tak, to obraz rzeczywistości, w której żyją nasze dzieci… i my. Przecież nie tylko szkoły tak wyglądają. Wygląda tak i nasze dorosłe życie. Atmosfera „rywalizacji” panuje chyba nadal w większości miejsc, w których pracujemy i my rodzice. Liczą się wyniki, dyplomy, medale…kto zbierze więcej. Piszę „chyba” ponieważ obracam się w kręgach ludzi, którzy chcą i próbują żyć inaczej. Ludzi, którzy podobnie jak ja pragną dla siebie i swoich bliskich innego świata lub choćby małego kawałka świata, w którym „normą” nie jest rywalizacja a przyjaźń i życzliwość. Piszę „chyba”, bo mimo, iż system czasem jeszcze mnie przytłacza, coraz częściej spotykam się ze szczerą życzliwością zarówno u polskich przedsiębiorców jak i w polskich urzędach. Co cieszy mnie ogromnie.

Czy dzieci wychowane pod kloszem przyjaźni, wzajemnego szacunku i pomocy poradzą sobie w ” prawdziwym świecie”? Czy nie będą zbyt „wychuchane”, zbyt wrażliwe i przez to nieszczęśliwe? Czy zderzenie któregoś dnia z „prawdą”, z „brutalnym światem” ich nie zniszczy? Czy poradzą sobie?

Czytaj dalej Czy wolne dzieci poradzą sobie w zniewolonym świecie?

O edukacjo!

O edukacjo…!

Ostatni czas jest dla mnie mocno wstrząsający. Gdzie się nie ruszę wszędzie widzę, jak podstawowe prawa i potrzeby dzieci są gwałcone. Tak, gwałcone. Innego słowa nie potrafię tu użyć. Serce mi mocno bije, a łzy cisną się do oczu . Do czego my doprowadziliśmy?

Widzę nauczycieli, którzy nie widzą dzieci, a jedynie materiał do przerobienia i zaliczenia. Widzę lekarzy, którzy nie widzą pacjentów, tylko trzymają się ściśle procedur. Widzę ludzi, którzy zamiast żyć pełnią życia i dzielić się sobą ze światem, ufając, że jest on dobry, przyjęli strategię ” byle do przodu” nie licząc się zupełnie z otoczeniem. Widzę, jak chore emocje takie jak zazdrość, zawiść, złośliwość biorą górę nad współczuciem i radością. Widzę mechaniczne, odhumanizowane działania w różnych miejscach, których zadaniem jest pomagać i leczyć. Niestety zamiast tego szkodzą…

Słyszę płacz dzieci, pełen cierpienia i zero reakcji. „To normalne. Wszyscy tak tu płaczą. Tak musi być.”

Czytaj dalej O edukacjo!

Czas na zmiany!

Klasy, ławki, czterdziestopięciominutowe lekcje.

Jestem z tych osób, które uważają, że tylko podważanie istniejących standardów jest w stanie coś zmienić. Całe szczęście, coraz więcej osób szuka alternatyw w każdym aspekcie swojego życia – różne diety, formy aktywności fizycznej, społecznej. Pojawia się pytanie. Skoro cały świat biegnie do przodu, to dlaczego wciąż tak bardzo jesteśmy przywiązani do edukacji tradycyjnej, skoro „można inaczej”?

Edukacja w 2018 roku wciąż nawiązuje do systemu, który powstał na początku XIX wieku w państwie pruskim. Na fali postępującej industrializacji, uznano, że 45 minut to czas, w którym praca robotnika jest najbardziej efektywna dla pracodawcy. Czy to dobry wyznacznik dla czasu lekcji/nauki w szkole? Wydaje mi się, że większość społeczeństwa jest w stanie uznać, że przekładanie XIX wiecznej teorii o efektywności pracy robotnika na system współczesnej edukacji jest absurdalne. No bo przecież jak ma się praca na produkcji przy nauce o otaczającym nas świecie. Obecnie neurodydaktycy apelują, że siedzenie w ławce i przymusowa nauka przez 45 minut jest wręcz szkodliwa dla mózgu dziecka.

Czytaj dalej Czas na zmiany!

O roli piękna w wychowaniu

Wiadomo nam, że każdy przedmiot szkolny jest ważny, cieszymy się zawsze gdy dziecko odnosi sukcesy w edukacji, jednak są dziedziny nauki, które czasem odbieramy jako ważne i ważniejsze. Piątka z przedmiotu ścisłego cieszy rodziców o wiele bardziej niż piątka z plastyki, czy muzyki. Postanowiłam zapytać kilkoro osób z otoczenia dlaczego tak jest? Odpowiedzi były raczej zbliżone “Cieszę się, że ładnie rysuje, ale inne przedmioty są ważniejsze, bo przydadzą mu się w dorosłym życiu”.

Planując zajęcia dla swoich dzieci, wielu rodziców kalkuluje, które z nich i jak bardzo przydadzą się im pociechom w przyszłości.

“Zamiast grać na gitarze lepiej by się za naukę wziął”

”Będzie w przyszłości lekarzem/informatykiem/pracownikiem biurowym, więc na co mu się przyda malowanie?”.

Tak naprawdę nikt nie wie jaką drogę obiorą nasi wychowankowie, ale nawet gdybyśmy wiedzieli, to co z tego? Czyż nie każdemu, bez względu na wykonywany zawód, nie przyda się wiedza o tym, jak wyrażać siebie i jak lepiej odbierać otaczający świat?

Czytaj dalej O roli piękna w wychowaniu

„Mamo…patrz!” Czyli o tym, jakiej uwagi potrzebują od nas dzieci.

Nastawcie ucha a usłyszycie, że najczęstsza prośba dziecka do rodzica brzmi:

„ Mamo, patrz!” , „Tato, popatrz na mnie!” , „Widzis?”, „ Ale patrz! Patrz cały czas!”

Dzieci potrzebują być widziane. Potrzebują naszej uwagi jak powietrza i domagają się jej nieraz z siłą wodospadu. Szczególnie wrażliwym okresem jest tu wiek przedszkolny, choć późniejsze lata są moim zdaniem równie ważne. Skąd taka potrzeba?

Wynika ona z naturalnych procesów adaptacji człowieka do środowiska, w którym żyje. Wiele na ten temat rozjaśnił mi wykład dr Marka Kaczmarzyka z neurodydaktyki. Otóż okazuje się, że dziecko poznając świat, widząc coś po raz pierwszy w życiu i zastanawiając się co to jest, szuka wzrokiem innego człowieka. Człowieka, który pomoże mu określić: co to jest, jak się to nazywa, czy to jest bezpieczne itp. Uczestniczą w tym procesie wszystkie zmysły, jak również emocje. I tak na widok dżdżownicy, wykopanej z ziemi po raz pierwszy w życiu, neutralna początkowo i pytająca twarz dziecka: ciekawe co to jest? co mogę z tym zrobić?, po kontakcie np. z tatą, zapamięta sobie na długo…no właśnie…co sobie zapamięta?

Czytaj dalej „Mamo…patrz!” Czyli o tym, jakiej uwagi potrzebują od nas dzieci.

O wychowaniu.

W obecnej rzeczywistości podręczniki, magazyny, kursy czy nawet filmy na youtube pokazują nam jak wychować dziecko na mądrego, grzecznego, idealnego obywatela, który będzie chłonął wiedzę jak gąbka. Jeszcze więcej mamy poradników typu: jak „naprawić” ewentualne odchylenia od normy, tak, abyśmy otrzymali „produkt” perfekcyjny.

A przecież kto lepiej zna swoją pociechę – rodzic czy osoba postronna? Dobrze wiemy, że dziecko jest odbiciem dorosłego, dlatego warto zadać sobie pytanie : „Co ja mogę zrobić, aby moje dziecko było dobre? Od czego zacząć?”. Młody człowiek pochłania wszystko to, co pokażą i zaoferują mu rodzice.

Sami dobrze wiemy, że jeśli ktoś zmusza nas do zrobienia lub nauczenia się czegoś, na co aktualnie nie mamy ochoty, to efekty są marne, a co gorsza, możemy zniechęcić się do dalszej nauki. Presja może doprowadzić do połowicznego sukcesu, ale czy chcemy z drugiej osoby zrobić swoje wyobrażenie? Nie lubimy być naciskani i zmuszani.

Czytaj dalej O wychowaniu.

„Chcesz zmienić świat… to zmień siebie.” O początkach Bukowego Domu.

Bukowy Dom powstał w moich myślach, z natchnienia serca, jesienią 2013 roku, po przeczytaniu serii książek „Anastazja” Władmira Megre. Urzeczona podejściem do wychowania dzieci i edukacji głównej bohaterki – dziewczyny mieszkającej w rosyjskiej tajdze, rozmyślałam często o tym jak, gdzie, jakim sposobem dać moim dzieciom taki start w ich życia: nieskazitelna wolność, szacunek i zaufanie, jakimi Anastazja darzyła swe dzieci i jej głęboka wiara w indywidualną moc człowieka wprowadzały mnie, świeżo upieczoną wtedy matkę, w stan twórczego niepokoju. Pragnęłam takiej „przestrzeni miłości” dla swoich dzieci. Czułam, że każda komórka mojego ciała o nią woła i chce działać, aby takie miejsce powstało…

Szczerze przyznam, że ze względu na wiele odważnych, niesamowitych, fantastycznych wręcz poglądów Anastazji, do dziś nie mam pewności czy bohaterka książek Pana Władimira Megre istnieje rzeczywiście czy nie. Niezależnie jednak od tego faktu, jej portret poruszał we mnie najgłębsze tęsknoty i uruchamiał sferę marzeń, być może i genialny potencjał jaki, wedle najnowszych badań z neurodydaktyki, mają 5 latki i ci, którzy marzą:-)

Czytaj dalej „Chcesz zmienić świat… to zmień siebie.” O początkach Bukowego Domu.

Witaj, świecie!

Jesteśmy grupą ludzi, którzy chcą zmieniać świat. Biorąc odpowiedzialność za edukację młodych pokoleń zdecydowaliśmy się oprzeć naszą pracę i działania na zaufaniu w naturalne siły kształtujące człowieka. Wierzymy, że każde dziecko ma w sobie potencjał do tego aby odkryć swoje własne życiowe powołanie, które powinno stać się darem radośnie wzbogacającym świat, a nie ciężarem do niesienia przez życie.

Czytaj dalej Witaj, świecie!